Sploty

Sploty
Jestem przykładem człowieka, którego życie było przewidywane i ułożone. Rutyna była stałym gościem mego domu.
A gdy nagle przekopano mi koryto rzeki, nie trzeba było długo czekać.
Nurt szalony zmiótł wszystko – wpadł oknem na piętrze przez salon, rozlał się w korytarzu, spłynął po schodach w dół do kuchni i sypialni, by opuścić z impetem dom przez próg wejściowy.
I tak stałam oniemiała i przerażona, drapiąc się po głowie i myśląc – oszaleję!
Z czasem jednak pojawiło się spore zaskoczenie, ulga i WDZIĘCZNOŚĆ.
Nurt przyniósł wiele dobrego, a wyniósł tą koszmarną rutynę… sploty i meandry…

Owszem trzeba trochę więcej pracy, aby wszystko znalazło się na swoim miejscu, przecież trzeba to jakoś posprzątać, zorganizować, zaplanować.

I tu znowu nowość – wyzwolenie: nie ma już starych durnostojek, suchych bukiecików imieninowych, bibelocików na tzw pamiątkę…

Wszystko co lekkie i płytkie popłynęło. Za drzwi!

Oswajam strach przed zmianą. Dbam o przestrzeń. Nie ma mowy o ponownym zagraceniu. Mhm… przynajmniej do następnego razu 🤓

Mela Rosa