On,

On,
nieopatrznie, tak zupełnie od niechcenia, działał na kobiety jak magnes.

To chyba wynikało z jego wrodzonej elegancji, przy zachowaniu starych, dobrych manier gentlemana. Ponadczasowa klasyka: świetna biała koszula, dobre, mocne perfumy i papieros…
I ramię. Tak, jego silne ramię było najważniejsze.
Był bardzo silny. Nawet rzeczywistość słuchała go, podporządkowując się bez szemrania.
Łobuz.
On był otwarty i gotowy do pomocy, oczywiście na jego zasadach. Inwestował też w wartościowe rzeczy, natomiast drażniły go jałowe relacje – unikał awanturnic i pretensjonalnych panien jak ognia.
Za łatwe to było i za tanie, jak paczka zapałek…

A one lgnęły jak ćmy do ognia, paląc się z sykiem, nie mając najmniejszej szansy, by go dotknąć. Blask jego płomienia miał jedno źródło, które wypełniało go skutecznie.
On miał ją jedną. Chrzanił resztę.
I kropka.

Mela Rosa