I tak

I tak
Spełniło się jej wielkie marzenie.
Dotarła…
Zostawiła wszystko po drodze. Zdjęła szybko klapki, rzuciła torbę i poszła przed siebie na brzeg.
Wiało. Cholernie wiało, a białe bałwany wydawały odrywać się od tej ogromnej toni przed nią.
Był u jej stóp. On. Ocean Spokojny… Pan i Władca jej duszy.
Podeszła bliżej. Palcami stopy dotykała zbliżającej się co chwila zimnej wody.
Tu się wszystko zaczyna i kończy.

A On? Został tam…och jak daleko! Jaki bezkres do pokonania, by wrócić. Wracać? Jak bardzo zapadł w jej serce, że nawet tu myśli o Nim. Co by zrobił, co by powiedział? Pewnie złapałby ją w pół, przewrócił i przeturlał po tej plaży…A potem z niewinną miną zdejmowałby z niej ziarenka… Ach. A ona wściekałaby się raz po raz… a On by Ją tulił. I śmiał się głośno… No tak! Nie pozwoliłby jej na złe emocje i myśli. Na tą gorycz..

Patrzyła w horyzont, a jej długie włosy tańczyły co chwilę zasłaniając jej twarz…
Wiedziała, że ta siła natury przyciśnie ją do ziemi i wypłynie z niej całe to zło jakiego doznała. Potrzebna była samotność. Musi to przepracować sama z sobą. Z Nim: z Pacyfikiem.
Bycie tylko z Nim w Nim przy Nim.
On szumiał i mówił do Niej. Raz po raz. Niech ją zaleje całą. Ta pogawędka była wytchnieniem.
Usiadła.
Wzięła patyk do ręki i zaczęła pisać. Cyfry. Woda co chwilę zmywała jej zapiski.
Za wszelką cenę nie chciała zadać pytania wprost, choć czuła, że zostawiła tam coś bardzo drogiego. Tam daleko.
Szum. Pacyfik jakby nigdy nic rytmicznie koił jej rozedrgane serce… Przy Nim wszystko wydawało się takie proste. Już wiedziała, dlaczego Spokojny…
Pochyliła się i dotknęła opuszkiem palca wody. Wzięła do ust. Słone… jakby chciał jej powiedzieć, że bez soli żyć będzie.
Tylko czy o takie życie Jej chodzi?

Michalina walczy (2018)
Mela Rosa