Gdzie ona jest

Gdzie ona jest?
Czuł jeszcze na sobie zapach jej skóry. Oparł się o żółte, zabezpieczające barierki. Przedział tramwaju był pełny. Zwrócił się w stronę szerokiego okna. Pojazd co chwilę się zatrzymywał odwiedzając każdy przystanek. Patrzył przez szybę na wylewający się tłum ludzi. Ludzie na przystanku. Ludzie na chodniku. Ludzie, ludzie… Szukał jej wzrokiem, choć wiedział przecież, że tu jej nie spotka. To bez sensu.
Nie wiedział co się stało. Mimo, że nie był przy niej od zaledwie kilkunastu godzin dopadła go pustka bez dna. Czuł ogromną nicość, stan niesprecyzowanej straty. I nie wystarczyło tylko wyciągnąć dłoni i już, nie! Jej nie było. I choćby się starał, jej nie było nadal. Był bezsilny.
A myślami nieustająco był przy niej. Samo wspomnienie powodowało, że jego usta bezwiednie krzywiły się w radosnym uśmiechu. O matko… zwariował. Musiał komicznie wyglądać taki odrealniony, uśmiechający się sam do siebie, stojący w kącie facet. Spojrzał przed siebie. Starsza kobieta na przystanku zauważyła go i odwzajemniła uśmiech. Odwrócił wzrok. Tramwaj ruszył, a on przymknął oczy.
Jeszcze widział ją nagą jak w komicznym piruecie próbowała ukryć się pod wyszarpanym mu kocem. Była szybka i zwinna. Jeszcze czuł jej ciało na sobie jak traciła równowagę i lądowała na nim próbując się odepchnąć, a kaskady jej długich włosów zasłaniały mu twarz. Pragnął być blisko niej, uwielbiał zapach jej skóry tuż nad karkiem. O rany…
I ten śmiech. Zaraźliwy, głośny śmiech, który chyba sprowokowałby nawet kamienie.

Gładkość jej ciała kusiła w sposób niezmierny. Ona była stworzona do dotykania. A jej niefrasobliwość i swego rodzaju rozedrganie miało w sobie tyle dziewczęcego uroku. Nie było w tym wyrachowania, zimnej kalkulacji. Ona żyła znajdując sobie miejsce pomiędzy i było jej bardzo dobrze. Z nią nie rozmawiało się o tym co złe i przykre, przy niej trzy wymiary kłóciły się o pierwszeństwo, a jej zapach unosił się pomiędzy oddechami, uczuciami, miejscami. Wpływała i wypływała by rozmyć się nad horyzontem, dotykała jego umysłu, a oddalając się choćby na moment wywoływała w nim tęsknotę.

A tak bardzo chciałby ją mieć. Zamknąć szczelnie, aby była tylko dla niego. Codziennie wyjmowałby jej kawałek i raczyłby się z przyjemnością – jak pastylka dla zdrowotności, dawałaby temu życiu sens.
Im bardziej się starał tym gorzej mu wychodziło. Czuł swoją nieokrzesaną naturę. Ostatkiem sił próbował nad tym zapanować. Wiedział, że w sprzyjających okolicznościach mógłby posunąć się o krok za daleko. I jej już by nie było, straciłby ją nieodwołalnie. Zawsze był ten moment, gdy się odnajdywała. Sama. Na jej warunkach.
Uczył się jej kawałek po kawałku. Uczył się też wewnętrznej dyscypliny – musiał mieć to pod kontrolą, tak dla własnego bezpieczeństwa. Nie może dać się zeżreć tym emocjom, które trawiły go od środka.
Jego policzki płonęły. Nie słuchał gwaru rozmów przewalającego się tłumu. Pisków dzieciaków skaczących wokół krzyczących rodziców. Stał. Co chwilę podmuch zimnego powietrza otwieranych drzwi dawała chwilowe ukojenie.
Gdzie ona jest?

Michalina walczy 2018
Mela Rosa