A on?

A on?
Czytała.
Siedziała w tym wielkim samolocie z książką w ręku. Była nad Atlantykiem.
Mhm… próbowała czytać. Niejako na siłę łączyła poszczególne litery w całość, jednak nie mogła się skupić. Linijki skakały jej przed oczami, a krnąbrny wzrok wędrował ku widokom za oknem. Chmury. Wata cukrowa- to było jedyne skojarzenie. I horyzont. Bez końca.
Myślała.
Za wszelka cenę starała się zająć głowę analizowaniem tego co widzi, nie tego co pamięta, co czuje. A rozum ewidentne przegrywał ta walkę. Wokół niej większość pasażerów spała.
Zerknęła. W przejściu stał steward. Kiwnęła głową i po niemiecku poprosiła o whiskey z lodem. W trzy sekundy trzymała szklankę w ręku.
Łyk. Rozparła się w fotelu i przymknęła oczy.
Otwórz oczy! Dygnęła. Otworzyła. Jesteś bez szans gdy je zamkniesz, ON Cię pożre myślami. ON tam został. Wyjazd to była jej świadoma decyzja…
Wiedziała, że nie może zostać. Widziała i czuła jak bardzo się zaangażował. Jak chciał, jak zabiegał. Momentami była zażenowana jego atencją. A przecież umawiali się…zero zaangażowania.
NIE są parą. Nigdy nią nie byli.
Nie wiedziała dlaczego czuła się bardziej winna: bo wiedziała, ze jej temperatura była niższa? A może nie planowała niczego na poważnie? A może bała się planować, a jednak podświadomie cholera chciała? Przecież on zgodziłby się na wszystko, by z nią być. Co jak co, ale w swych pragnieniach był skuteczny… niewielu się to udawało.
Czuła, ze ta pewność jego obecności kiedyś ją zgubi. ON był zawsze: raz dalej innym razem bliżej. Często tak blisko, że bardziej się nie dało… Ten jej Anioł Stróż. Wysoki blondyn z niebieskimi oczami. Śmiała się, że ON zawsze jest. Szara eminencja… silne ramiona… zamszowy głos. Haha no tak.
I jak jej imponowało to cholerne zainteresowanie innych kobiet jego osobą. Ile razy widziała jak śmiesznie wisiały te desperatki na jego ramieniu, a on odpychał je delikatnie choć konsekwentnie, manifestując brak zainteresowania. Jak natrętne muchy pchały się do niego, na niego. Im bardziej się pchały, tym szybciej tracił cierpliwość. Wtedy wychodził. Zabierał ją ze sobą. I byli tylko dla siebie. Jednej nocy było za mało, aby mogli się najeść sobą do syta…był taki dobry. Był tak cholernie dobry…
Michalina zadrżała w fotelu. Była ubrana w letnie krótkie spodenki. Spojrzała na swoje opalone nogi. Na samą myśl o Nim na udach pojawiły się ciarki.. jej ciało sztywniało, a ostrość dźwięków wokół była nie do zniesienia. O nie! Dość!
I choć te kilometry między nimi rosły z minuty na minutę, to wiedziała, że nie ucieknie. Że to jest słabe – ten jej wyjazd.

ON ją znajdzie i schowa. Gdy świat ją przeczołga, a ona nie będzie już chciała patrzeć na ten scenariusz bez sensu.
ON wtedy jakby nigdy nic odwróci tą kartkę i pokaże, że trzymała ją źle, że rozdział można zacząć czytać od końca, gdy początek jest nudny. Że jednak nie jest tak beznadziejnie jak myśli, a wprost przeciwnie. I że można, choć wydaje się, że zawsze trzeba.

Michalina traciła czujność… Czujność nakazywała dystans. UCIECZKA.
Mhm… a jak wróci za jakiś czas i go nie będzie? Nie będzie go dla niej?
Spojrzała na okładkę książki. Kobieta siedzi zamyślona na ławce… Ciekawe, jak to się skończy.
Michalina walczy 2018
Mela Rosa