Niewidzialna, schowana gdzieś w rękawie jego białej koszuli, wspiera się na tym silnym, męskim ramieniu. Jej jasne włosy co chwilę czule tulą jego szyję.
Nie widzi tego nikt.
Ona blisko.
On ją czuje.
W zgiełku tłumu zanurzony, co chwilę zamyka oczy bo tu to nie to, ona jest tam… schowana. Ubrana w kobiecość, bezbronna i sama. Heh… bez sensu…
One pchają się, woń tanich perfum jest przed nim za nim…wszędzie. Lakiery, plastiki, hybrydy i silikony.
I ciągle klon za klonem… goni klony…
A jej serce bije, za nic ma to, że on w tłumie, tam i tu, może kiedyś wyjmie ją z siebie, gdy ubrana w siłę będzie. Może… kto wie? On musi być pewny, że Ona z jego rąk nie uleci wysoko… tam w niebieskość, tam w powietrze.

Mela Rosa