Była jego ogniem. Świadomie trzymał tą fascynującą istotę na dystans.
Nie mógł się zbliżyć za bardzo, by nie spłonąć.
Nie mógł odejść za daleko, bo dawała mu siłę.
I tak po męsku… umówmy się: była zbyt obłędna i wyjątkowa…
To pewnie egoizm nakazywał mu zaprzątać jej myśli i czas. Robił to z premedytacją i na wiele sposobów.
Uwielbiał wzbudzać w niej zaciekawienie, kierować w ślepy zaułek, by potem z miną pokerzysty naigrywać się z jej tzw. kobiecych końców świata.
O uczuciach nie rozmawiali w ogóle. Po co? Bał się. Nie z nią…. Bał się tego co może usłyszeć lub co najgorsza, powiedzieć.
Gdy pojawiała się na horyzoncie poważniał. Szanował ją bardzo, choć miał swoje tajemnice i inne kobiety. Inne przychodziły i szły dalej, zapalały się i gasły. Czasami jeden wieczór wystarczał, by zamieniały się w popiół. Narazie tak musi być – powtarzał sobie w myślach. Tak trzeba…

Mela Rosa