Gdy patrzyła wstecz zauważyła ze smutkiem, że jej życie było ciągłym oczekiwaniem.
W dzień czekała na noc, a wieczorem myślała o poranku, latem myślała o zimie, zimą na odwrót… Piątki były już małym weekendem, a niedziela to myśl o tym co po weekendzie.
Później były wakacje z Nim, myśli o Nim, życie z Nim. Wspólny dom, dziecko i pies.
Najważniejsza była PRZYSZŁOŚĆ:
Nieodgadniona.
Tajemnicza.
Fascynująca.
I dalej do przodu – niby odpoczywała pomiędzy, jednak ciągle w napięciu… z włączonym trybem standby.
I wtedy nagle wyłączono prąd i dioda czuwania zgasła.
Ktoś wyliczył jej czas i zamienił PRZYSZŁOŚĆ na cyfry.
Cyfry…
Licznik bił „tu i teraz”.
Bezlitosny sędzia odmierzał godziny, minuty, sekundy.
Wtedy właśnie zauważyła, że tamto czekanie zabijało w niej trzeźwość i radość trwania „tu i teraz”.
To wszystko bez smaku było, mdłe i niespełnione, a działo się jakby bez jej świadomego udziału, tak trochę „przy okazji”. Nie grzesz dziewczyno…powtarzała sobie – jednak oglądanie siebie oczami innych nie działało.
Bo przecież każdy dzień mógł być tym ostatnim.
Zmruż oczy.

Mela Rosa